wtorek, 6 października 2015

Od Axela do Madison

Spokoju nie dawała mi dziewczyna, to była ona, jestem tego pewien. Trudno było mi było skupić mysli. [...] Cały dzień minął dość szybko, kilka wezwań i do domu. Wieczorem byłem umówiony z Rysiem i Lucyną w klubie w centrum miasta, był to jeden z najlepszych. Nie miałem ochoty tam iść, lecz chcieli żebyśmy spędzili razem czas... mniejsza o to. Weszliśmy do środka, w jednej chwili wszystkie spojrzenia stanęły na nas, kilka osób krzyknęło "Uwaga, przyszły psy" itd. Wśród tłumu udało mi się spostrzec Madison, szybko odwróciłem od niej wzrok i ruszyłem w kierunku barku ściągając przy tym kaptur. Zamówiliśmy sobie po piwie i chipsy.  Rysiek poszedł do toalety a Lucynka na chwilę do starego znajomego, zostałem sam. Oparlem łokieć o blat i głowę o dłoń.

Madison?

Od Madison CD Axel'a

  Silne promienie porannego słońca wdarły się do mojego pokoju, prze otwarte okno. Słońce dopiero wschodziło, co oznaczało, że było w okolicach 5 rano. Idealna pora na to, aby wstać i odpowiednio przygotować się do nowo rozpoczętego dnia.
  Tak strasznie nie chciało mi się wstać, ale nie miałam wyjścia. W Kancelarii musiałam być o 7:00, zabrać teczkę i wyrobić się na 8:00, na komisariat policji po potrzebne mi dokumenty, a następnie przyszykowywać się do rozprawy i załatwić wiele spraw prawnych za swojego klienta. Właściwie, to nie do końca go znalałam, jeszcze nigdy ze mną nie rozmawiał. Jak do tej pory widział go tylko mój przełożony.
  Leniwie podniosłam się z łóżka i zerknęłam na zegarek, który stał na moim stoliku nocnym. Wskazywał 5:10, musiałam się sprężyć. Od razu po wstaniu zajrzałam do szafy. Trzeba było wybrać coś jednocześnie eleganckiego jak i na luzie. Postawiłam na czarne jeansy, elegancką, białą koszulę i na to brązową skórzaną kurtkę. Wyjęłam ubrania i poszłam się przebrać do łazienki. Ubrana weszłam do kuchni i przyszykowałam sobie szybkie śniadanie: kanapki z szynką i pomidorem. Nie zapomniałam o moim kocie, nałożyłam Yang'owi do miseczki jego ulubione jedzonko. Zostało mi jeszcze 20 minut do wyjścia. Na powrót weszłam do swojego pokoju. Poszukałam w nim swojej teczki, którą na weekend zawsze zabierałam do domu. Gdy już ją znalazłam, była odpowiednia pora do wyjścia. Pogłaskałam na pożegnanie kota i wybiegłam na przystanek tramwajowy.
  Wpadłam do Kancelarii jak burza. Tramwaj się spoźnił, dlatego teraz musiałam szybko nadrobić czas.
Zapukałam do biura mojego przełożonego, Pana Zarzyckiego. Zza drzwi dało się słyszeć ciche "Proszę", wiec weszłam do środka. Pan Zarzycki podniósł głowę znad papierów i zwrócił się w moją stronę.
- Witaj, Madison.
- Dzień dobry. Przyszłam do Pana po opis Orlicza.
- Ah tak - zaczął grzebać w stercie dokumentów na krańcu jego biurka - Proszę - wyciągnął w moją stronę dwie kartki.
- Nie jest tego dużo - stwierdziłam odbierając od niego kartki.
- Policja ma tego więc. Odbierz to od nich, porozmawiaj o kliencie i wracaj. W razie jakbyś miała jakieś problemy, Marcin ci pomoże.
- Dobrze - schowałam rzeczy do teczki, podeszłam do drzwi - Do widzenia.
- Do widzenia.
  Wyszłam z Kancelarii i od razu poszłam na przystanek, tym razem autobusowy. Spojrzałam na zegarek. Wyglądało na to, że się spóźnię. Spóźnienia w mojej karierze są niedopuszczalne, ale zdarzają się nawet zawodowcom. [...]
  Stanęłam przed wejściem do komisariatu. Budynek naprawdę rozbił wrażenie. Jak na taką instytucje był dość spory. Wzięłam głęboki oddech i przeszłam przez drzwi wejściowe. Od razu dojrzałam coś w stylu informacji turystycznej. Z uśmiechem zagadałam policjanta, który wskazał mi drogę do odpowiedniego gabinetu. Trafiłam tam z niezwykłą łatwością. Kulturalnie zapukałam do drzwi zanim weszłam do środka. Zastałam tam miłą panią we włosach koloru brzoskwiniowego. Patrzyła na mnie przez chwilę z przymrużonymi oczami, po czym jakby dopiero sobie przypomniała, o tym, że miała się tu zjawić.
- Panna Lindberg? Proszę usiąść - wskazała mi miejsce - Nasz komisarz zaraz powinien się zjawić. On wszystko pani opowie, o panu Orliczu.
- Ah, dobrze. - uśmiechnęłam się lekko
  Czekałyśmy krótko, zapewne 5 minut. Do pokoju wszedł młody chłopak, razem z owczarkiem niemieckim. Kobieta przedstawiła chłopakowi w jakiej sprawie przybyłam, a on przez chwile uważnie się we mnie wpatrywał. Niewyraźnie powiedział coś pod nosem, po czym przedstawił się:
- Komisarz Axel Asher, zaraz dam papiery.
- Prawnik Madison Lindberg - podniosłam się z fotela i uścisnęliśmy sobie, po czym ponownie usiadłam.
Pani Lucyna opuściła pokój, wiec zostałam sama z chłopakiem. Zawzięcie szukał akt mojego klienta w jednej z szafek. Gdy już je znalazł, wręczył mi je i usiadł naprzeciwko mnie.
- Skoro już wszystko mam, chciałabym teraz z panem przeprowadzić krótką rozmowę o moim kliencie.
Axel skinął posłusznie głową, i zaczęłam mini wywiad.
[...] Po skończonej rozmowie wstałam i stanęłam obok drzwi. Na pożegnanie, formalnie uścisnęliśmy sobie dłonie i opuściłam komisariat.
Cały czas miałam wrażenie, jakbym już kiedyś Axel'a spotkała. Ale musiałam odłożyć rozmyślanie na bok. Teraz czekało mnie siedzenie do późna w swoim gabinecie, w Kancelarii. Musiałam opracować wiele spraw i dokumentów związanych ze sprawą.
  Autobusem przyjechałam do Kancelarii, zasiadłam spokojnie w swoim fotelu, w gabinecie. Teczkę położyłam na biurku i wyjęłam z niej potrzebne mi dokumenty. Zaczęłam wszystko po kolei, bardzo uważnie czytać. Nie mogłam niczego przegapić, nawet najmniejszy szczegół mógł okazać się ważny.
  Pracę skończyłam dopiero o 22:30. W domu byłam godzinę później. Zjadłam kolacje, nakarmiłam kota i poszłam do łazienki się umyć. Gorący, odprężający prysznic był zawsze tym czego potrzebowałam po ciężkim dniu pracy. Przymknęłam oczy i pozwoliłam ciepłej wodzie delikatnie spływać po moim ciele. Nagle, przypomniałam sobie twarz tamtego komisarza. Rysy wydawały mi się znajome, a zwłaszcza te oczy. Jakbym widziała je już kiedyś, dawno temu... Myśl o tym chłopaku cały czas nie dawała mi spokoju. Nie mogłam spać, przez większość przeznaczonego na to mojego czasu. Ostatecznie sen zajął mi tylko niecałe dwie godziny. Rano byłam strasznie nieprzytomna, z wielkim trudem wstałam z łóżka i ubrałam się do pracy. Ledwo żywa przygotowałam sobie kawę, a do tego jakieś śniadanie. Tego ranka wyjątkowo nie spieszyło mi się do pracy. Moje spóźnienie było już z góry przeze mnie zaplanowane. Nie chciałam jednak zbytnio podpaść tym na górze, wiec postanowiłam ich zawiadomić. Był wtorek, więc Pana Zarzyckiego nie było - zawsze tego dnia miał wolne. Napisałam wiec do Pana Marcina, zawsze był bardzo wyrozumiały w wielu kwestiach, dlatego z wiekszą przychylnością przekazywałam mu te gorsze wiadomości. Wyjęłam smartfona z kieszeni, wpisałam numer i zaczęłam pisać. Poinformowałam go, że przybędę stosunkowo pózniej do kancelarii, gdyż miałam tej nocy problemy ze snem. Przyjął to dość spokojnie, chociaż i tak wiedziałam, że przekaże szefowi informacje o moim spóźnieniu lecz o mniejszej wartości. Tego dnia postanowiłam pojechać do pracy swoim samochodem, mając nadzieje, że podróż minie mi szybciej. Jednak nie spodziewałam się tego, co miało się wtedy zadziać...

<Axel? xd>

poniedziałek, 5 października 2015

Od Axela

Stałem po środku dużego, ciemnego, pokoju. Nie było w nim okien ani drzwi. Nagle usłyszałem dziwny dźwięk, jak by ktoś szeptał "Ciiii" rozejrzałem się po pomieszczeniu i gdy dotarłem do rogu pokoju, zobaczyłem jego. Wykręcał w dziwny sposób głowę, był cały we krwi i powtarzał jedno imię "Madison"
Nagle ponownie otwiera usta aby coś powiedzieć...

Gwałtownie usiadłem ciężko oddychając. Aleks podniósł głowę zdziwiony, spojrzałem na zegarek, było pięć po ósmej. Przetarłem oczy ręką i wstałem. Pościeliłem łóżko. Ruszyłem w kierunku kuchni, zrobiłem sobie i Aleksowi śniadanie. Następnie, poszedłem do łazienki. Wziąłem prysznic, ogarnąłem włosy i założyłem dresy (czarne), koszulkę i bluzę.
Byliśmy praktycznie gotowi, tak też wyszliśmy z domu zamykając dom na klucz. Wsiedliśmy w auto i pojechaliśmy na komendę. [...] Na miejscu był już Ryś i Lucyna. Ku mojemu zdziwieniu na moim miejscu siedziała jakaś dziewczyna uważnie przyglądając się mojemu zdjęciu z Aleksem.
- Pani przyszła do Ciebie po dokumenty do Orlicza, będzie go bronić w sądzie. - wyjaśniła widząc moje zdziwienie.
Podszedłem do swojego biurka, dziewczyna podniosła wzrok na mnie, wtedy byłem już pewien...
- To ty... - mruknąłem zupełnie zaskoczony tym że znów ją widzę, zmieniła się, jednak oczy zawsze pozostaną te same, poza tym, co swoje to wiem.
Z lekko otwartymi ustami przyglądałem się jej. W końcu zdałem sobie sprawę z tego, że ona pewnie mnie nie rozpoznaje, dlatego też szybko wbiłem wzrok w ziemię.
- Komisarz Axel Asher, zaraz dam papiery. - powiedziałem drapiąc się z tyłu głowy.

Madison?